Jak się poznaliśmy i co z tego wynikło...
Zaczęło się pod koniec 97 roku w Wirtualnej Kawiarence, w zasadzie całkiem niewinnie, Grzesiowi spodobała sie moja ikonka więc zaczął mnie zagadywać. Sama byłam nowicjuszką, więc chybabym się nie ośmieliła zaczepić kogos o tak tajemniczym nicku, wyposazonego dodatlowo w uprawnienia do banowania. Dodatkowo dochodzily mnie słuchy o jakowychs "wirtualnych żonach" a starałam się zawsze nie wchodzić nikomu w paradę. Potem na jakis czas (około miesiąca) zniknęlismy sobie z oczu a później Grześ poprosił mnie o autoryzację na ICQ. Miałam wtedy dużo czasu i w sumie większość z niego spędzałam własnie on-line, bedąc na najlepszej drodze do nałogu. Jednakże ten czas zaowocował kilkoma dłuzszymi rozmowami (dodaję, że nie wiedziałam podówczas, że rozmawiam z Trurlem, o autoryzację poprosił mnie bowiem niejaki Trango - może dlatego byłam taka odważna?). W międzyczasie zdarzyło mi się jeszcze podziwiać Grzesia - Trurla za wyjatkowe opanowanie w internetowych rozmowach z różnymi narwanymi ludźmi.
Potem miałam juz mniej czasu ale nić porozumienia została nawiązana. I zapewne tak by to trwało gdyby nie pewien marcowy wieczór a właściwie kilka wieczorów. Zresztą, nie będę sama opowiadać. TUTAJ znajdziecie zapis naszych rozmów z tamtego czasu.
Potem było już szaleństwo. Nie moglismy się od razu spotkać osobiście (ja mieszkałam
w Otwocku pod Warszawą, Grześ w Oławie pod Wrocławiem). Spędzalismy jednak ze
sobą (wirtualnie) tytle czasu ile nam na to pozwalały napięte domowe budżety
(TPSA) i obowiązki w pracy (mojej) i na uczelni (Grzesia). Były też długie,
piękne listy. Potem był pierwszy telefon - gadaliśmy głupoty wsłuchując się
przede wszystkim w brzmienie swoich głosów.
Później - pierwsze spotkanie. 28 marca
1998 w Katowicach mniej więcej o 13.20. Na dworcu, bodajże II peron. Umówilismy
się kilka godzin przed "ogólnowkkawiarenkowym" spotkaniem w Gliwicach.
Pierwsze wrażenie było silne; po kilku dziesięciu minutach rozmów o rzeczach
obojętnych... zamilkliśmy na następne kilkadziesiąt minut. Po prostu patrzyliśmy
na siebie, trzymając się za ręce...
Podczas tego wieczoru i nastepnego dnia bardzo wiele o sobie się dowiedzieliśmy.
Potem były nastepne spotkania (Poznań, Szymocice, Wrocław, Warszawa, Gdańsk-
rzucało nas po Polsce) a w międzyczasie wykluwała się decyzja o tym by wspólnie
zamieszkać. I zamieszkaliśmy - 2 sierpnia 1998 sprowadziliśmy się do Gdańska,
gdzie mieszkaliśmy przez 2 lataj. Dlaczego Gdańsk? Na ogół odpowiadamy żartobliwie,
że tu wypadła nam połowa drogi. Tak naprawdę chyba jednak Ktoś czuwał nad nami
i skierował nas własnie tutaj. W Gdańsku wydarzyło się tutaj bardzo wiele
rzeczy, wiele dni było naprawdę trudnych a jednak większość z nich zbliżyła
nas do siebie. Na tyle, by po roku od przeprowadzki związać się ze sobą jeszcze
bardziej.
14 sierpnia 1999 wzięliśmy ślub. Mimo, że uroczystość sama w sobie nie miała jakiegos ogromnego rozmachu,
bylismy szczęśliwi tak bardzo jak tylko mogą być szczęśliwi nowożeńcy. Od tego
dnia Grześ ma zresztą nie tylko żonę ale i dwójeczkę dzieci. Ola i Staś zdecydowali,
że będą mówić do Niego "Tato" i do dzisiaj konsekwentnie się tego
trzymają.
Od naszego ślubu minęło prawie dwa 8 lat. Niedawno była 9-ta rocznica naszego pierwszego spotkania. Wygląda na to że czas wzmacnia naszą miłość i pozwala jej dojrzewać. Jesteśmy naprawdę bardzo bardzo szczęśliwi i chociaż nasze poglądy na małżeństwo mogą się wydawać staroświeckie, to chyba właśnie dzięki nim wszystko tak nam sie układa. To znaczy nie dzięki samym poglądom ale przez posłuszeństwo Słowu, w którym są zawarte. A raczej Autorowi tegoż słowa....
W roku 2000 przeprowadziliśmy się do Oławy - rodzinnego miasta Grzegorza. Oboje jesteśmy bardzo zapracowani ale mimo wszystko staramy się znaleźć czas dla siebie nawzajem i dla naszej Rodziny. Moze wreszcie znajdziemy czas, by "ruszyć" część witryny ukrytą pod przyciskiem "Nasza Rodzina". Ale to chyba dopiero kiedy już zagospodarujemy nowe mieszkanie.
cdn